Pies jako dobro publiczne (?)

Posiadając psy i zajmując się nimi od ładnych parunastu lat zauważyłam pewną prawidłowość. Pies może być zarówno wrogiem publicznym (kiedy szczeka, jest duży lub robi kupę na trawniku) lub publicznym dobrem – i właśnie temu drugiemu zagadnieniu chciałabym poświęcić niniejszy wpis.

Każdy kto ma lub miał psa (szczególnie małej, sympatycznie wyglądającej rasy lub szczeniaka) z pewnością wie o czym mówię. „O, jaki ładny piesio!” „Ajtititi” „Cmok, cmok!” „Gwizd, gwizd!” – rzeczy bardzo irytujące kiedy np. chcemy uczyć szczenię ładnego chodzenia na smyczy, a ktoś nam je co chwila rozprasza wydając z siebie nieartykułowane dźwięki. Można ten fakt jednak przeżyć, o ile ten ktoś nie zaczyna nagle (bez pytania, a jak!) wchodzić w kontakt fizyczny z naszym psem lub, co gorsza, wysyła dziecko, aby nawiązało wyżej wymieniony.

Sytuacje, w których rodzic wysyła swoje już chodzące, ale jeszcze nie mówiące (lub ledwo mówiące) dziecko słowami „No, idź pogłaszcz pieska!” i nakierowuje jego tor przemieszczania się w stronę psa będącego akurat pod moją opieką (czy to mojego prywatnego, czy też np. młodego labradora będącego w przygotowaniu na psa przewodnika) są na prawdę bardzo częste. I moje pytanie brzmi: czy na prawdę tak bardzo ufacie obcemu zwierzęciu? Czy na prawdę tak ufacie obcej babie, która owo zwierze trzyma, że bez pytania i rozeznania każecie dziecku „rzucić się” na zwierzę? Czy na prawdę uważacie, że cudzy pies to dobro publiczne, do którego każdy ma prawo?

Przedstawię sytuację trochę inaczej. Wyobraźmy sobie, że nie idę z psem, a właśnie z małym dzieckiem. Nagle na naszej drodze zauważamy piękne auto. Marka nieważna, wszak jestem kobietą, auto jest piękne, sportowe, czerwone i bez dachu :). Zachwycona tym widokiem, klaszczę w ręce i mówię do swojej pociechy: „Zoooobacz, jakie autko! Chcesz zrobić brum-brum? Chcesz pokręcić kierownicą??” – po czym nie pytając nikogo o zdanie wsadzam dzieciaka do auta.

Prawdopodobnie zostałabym uznana za wariatkę i dostałoby mi się od właściciela samochodu. Przypomnę jednak, że auto to rzecz martwa, natomiast pies to żywa istota – po za faktem, że jest „czyjś” i ktoś może sobie nie życzyć, to taka żywa istota może się zwyczajnie wystarczyć i w różny sposób zareagować. Są psy, które nie lubią dzieci/obcych ludzi. Są psy, które się boją dzieci/obcych ludzi. Sama mam psa nieufnego do obcych, który nie lubi jak ktoś obcy próbuje go dotykać, zwłaszcza, ze większość ludzi zabiera się do głaskania w wysoce niekulturalny w psim świecie sposób (od góry, patrząc w oczy, wykonując gwałtowne ruchy).

Reasumując – pies to nie dobro publiczne. Nauczymy się nie zaczepiać obcych psów, tak samo jak nie zaczepiamy obcych dzieci. Jeżeli już widzimy przyjaznego psa w parku i chcemy, aby nasze dziecko się z nim przywitało – zapytajmy opiekuna o pozwolenie. To takie proste. Jednocześnie uczmy dzieci (i sami się uczmy!) jak należy witać się z obcym psem: podchodzimy od boku, nie nachylamy się (można kucnąć), nie patrzymy psu w oczy, powolnym ruchem głaszczemy po boku zwierzęcia. Unikamy wydawania głośnych dźwięków, machania rękami, klepania po głowie, dawania buziaków, przytulania, brania na ręce i innych podobnie niedorzecznych względem obcego psa czynności :)

2 comments on “Pies jako dobro publiczne (?)

  1. Dokładnie! „No idź pogłaszcz pieska” – bardzo częsta sytuacja na wystawach psów. Ludziom jakby odbiera rozum. Myślą, że skoro wystawa, to każdy piesek jest łagodny jak baranek. Do tego dorośli też nie wiedzą jak podchodzić do psa i się z nim witać. Miałam okazję ostatnio podejść do Mastifa Angielskiego – no konkretna sunia była. Kucnęłam, ona mnie powąchała i tyle, szczerze nie odważyłam się wyciągnąć do niej ręki. Za chwilę widzę akcję jak podchodzi do niej jakaś pani robiąc dosłownie wszystko co zakazane. Cmokała, piszczała „jaki duży, jaki śliczny, jaki łagodny” i oczywiście z rękoma wyciągniętymi , żeby pogłaskać po głowie. i co? i sunia już nie była taka łagodna, ponieważ zaczęła szczekać na ową panią. Ta naturalnie uznała, że pies jest agresywny. Masakra jakaś.

  2. A jeszcze pies staje się wrogiem publicznym, kiedy traktowany jak „dobro publiczne” kogoś ugryzie. I wtedy to od razu jest afera. Nawet mały „słodki piesio” może dziabnąć i często nie jest to jego wina. A potem jest tramua: „panicznie boję się psów, bo w dzieciństwie ugryzł mnie taki jeden…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *