Dlaczego labrador to nie urodzona niania, a owczarek niemiecki nie rodzi się wyszkolony

Pobudek, dla których ludzie wybierają daną rasę psa jako nowego członka swojej rodziny jest wiele. Niektórzy naoglądali się za dużo filmików w internecie, inni nasłuchali się mitów i legend na temat danego psa, jeszcze inni kierują się po prostu jego wyglądem zewnętrznym. Jakie (przykre) konsekwencje niosą nieprzemyślane wybory przeczytacie w poniższym wpisie.

Mały pies, mały problem

Jest to jeden z najpopularniejszych poglądów wśród niedoświadczonych miłośników / przyszłych właścicieli psów. Wszak mały piesek nie może mieć wygórowanych wymagań – z pewnością wystarczy mu kanapa i odrobina miłości ze strony pańcia. Ewentualne noszenie w torebce lub na rąsiach też powinno być w porządku. Niestety, takie myślenie jest błędne. Wiele ras małych piesków, pomimo w istocie małego ciałka, posiada ogromny temperament. Najlepszym tego przykładem jest popularny york – jakże często właściciele tych psów zapominają, że jest to pies z krwi i kości, potomek wilka, nie pluszowa zabawka. Pieski cechują się dużą ruchliwością, sporym temperamentem i – co może zaskakiwać – stosunkowo wysokim poziomem agresji. Niewybiegane, noszone na rękach, nie doświadczające dostatecznej ilości bodźców, mające ograniczony kontakt z innymi psami, mówiąc kolokwialnie „dziczeją”, stają się aspołeczne, frustrują się. Tymczasem, najczęściej, aby uniknąć problemów behawioralnych, wystarczyłoby po prostu traktować tego małego psa jak… psa (!).

Ofiary YouTube’a

Border collie czy Jack Russell teriery to w istocie psy wysoce inteligentne. Posiadają przy tym dużą zdolność do uczenia się różnorodnych, często efektownych sztuczek, które dumni właściciele często nagrywają i umieszczają w internecie. Filmiki te bardzo często zbierają jednak smutne żniwa – duża część przyszłych właścicieli psów wybierając szczeniaka kieruje się właśnie nimi. Niewiele z tych osób jednak zdaje sobie sprawę, że inteligentne psy mają również bardzo wysokie wymagania. Border collie to pies typowo pracujący – chętnie się uczy, chętnie współpracuje z człowiekiem, wręcz garnie się do roboty. Jednak pozostawiony sam sobie, niewybiegany, „bezrobotny”, w domu zapracowanego opiekuna, który nie ma zbyt wiele czasu, aby poświęcić go psu, popada we frustrację, a nawet depresję i potrafi sprawiać ogromne problemy behawioralne.

Jack Russell terier swoją popularność zawdzięcza w dużej mierze innemu medium, mianowicie telewizji. Znany każdemu, zabawny i lubiany film z Jimem Careyem w roli głównej przyniósł tej rasie psa sławę i sympatię widzów na całym świecie. Piesek jest nie tylko słodki i uroczy, ale jakże inteligentny! Wszystko to jest prawda, jednak kupując szczeniaka tej rasy opiekun najczęściej zapomina, że jest to terier, a więc pies pierwotnie hodowany do polowania na małe zwierzęta lądowe. Co za tym idzie cechuje się dużym poziomem pobudliwości, agresji i ma duże wymagania emocjonalne, jak i ruchowe. Kto zamierza zrobić z przedstawiciela tej rasy słodkiego kanapowca bardzo szybko przekona się, że nie jest to możliwe.

Urodzona niania do dzieci

„Labradory to psy stworzone do dzieci, szczególnie niepełnosprawnych – to urodzeni dogoterapeuci!” – każdy kto choć trochę obraca się w „psim” środowisku z pewnością słyszał tego typu wypowiedź. Tak, jest w tym trochę prawdy, pod warunkiem, że wybierzemy psa zrównoważonego, spokojnego oraz odpowiednio go ułożymy. Kilkumiesięczny labrador, któremu szaleją hormony i który nie jest odpowiednio szkolony to w wielu przypadkach istny czołg, taran i trąba powietrzna, która (oczywiście w otoczce radości i euforii) pozostawia za sobą jedynie zniszczenie. Małe dzieci z pewnością nie zostaną należycie „zaopiekowane” przez tego typu delikwenta. Wybierając labradora jako towarzysza swojej rodziny musimy więc liczyć się z tym, że pierwsze kilkanaście miesięcy spędzimy na układaniu i szkoleniu psa – z pewnością nie dostaniemy wraz z psem darmowej opiekunki do dziecka, a tym bardziej terapeuty.

Karny jak owczarek niemiecki

Jednymi z najbardziej problematycznych psów z jakimi mam do czynienia w swojej pracy zawodowej są owczarki niemieckie. Przez większość uważane za z natury karne i posłuszne, co raz częściej padają ofiarami pseudohodowców, jak i pseudoopiekunów, którzy uważają, że wystarczy psa wypuścić na podwórko (albo, co gorsza, zamknąć w kojcu i dać michę), aby był szczęśliwy. Tymczasem podobnie jak labrador, owczarek nie rodzi się wyszkolony, co więcej jeżeli nie zapewnimy mu prawidłowych warunków do rozwoju emocjonalnego (odpowiedniej dawki bodźców, wybiegania, różnorodnych i ciekawych spacerów, szkolenia, socjalizacji) wyhodujemy sobie szczekającą na wszytko co się rusza, sfrustrowaną i wysoce nieszczęśliwą maszynkę do wydeptywania ścieżki pod naszym płotem. Opanowanie tego typu psa na podwórku może okazać się trudne, a wyjście z nim na spacer po pewnym czasie tego typu żywota prawie niewykonalne.

Jak więc postępować i czym się kierować przy wyborze rasy, aby posiadanie psa było szczęśliwe dla nas i naszej rodziny, a także dla samego psa? Przede wszystkim, jeżeli wolimy spędzać czas na kanapie i przed komputerem niż na dworze (szczególnie jeżeli pogoda za oknem nie rozpieszcza), warto pomyśleć nad kupnem rybek akwariowych lub paprotki, a nie psa. Pies nie będzie ze swoimi potrzebami emocjonalnymi dostosowywał się do panującego w danym kraju klimatu lub lenistwa opiekuna – niestety, takie są fakty. Po drugie – nie kierujmy się stereotypami. Po trzecie załóżmy, że KAŻDA rasa będzie wymagała naszej uwagi i elementarnego szkolenia oraz socjalizacji. Nie ma ras, które by tego nie potrzebowały.

Po czwarte – od opieki nad dziećmi są dorośli ludzie, nie psy.

6 comments on “Dlaczego labrador to nie urodzona niania, a owczarek niemiecki nie rodzi się wyszkolony

  1. Cała prawda! Sama osobiście mam yorka (to znaczy miałam, dopóki nie wyprowadziłam sie od rodziców) i muszę przyznać, że coś w tym jest. Mała jest ogromnie ruchliwa, najchętniej robiłaby milion rzeczy na sekundę, a i nieraz jak jakiś delikwent zajdzie do domu to lubi sobie dziabnąć po kostce. ;) Także zdecydowanie nie wyobrażam sobie jej w małej torebce… O ile nie weszłaby tam, żeby ją pogryźć.
    Mój brat z kolei miał amstafa. Wszyscy przerażeni są tą rasą psów, traktując ich jakoby urodzonych morderców, tymczasem przysięgam, ze nigdy nie widziałam wspanialszego pieska, który potrzebowałby więcej miłości.
    Także w stu procentach zgadzam się z autorem postu, pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam w swoje progi :)

    1. zgadzam się z twoimi słowami, mam koleżankę, która miała, powtarzam miała amstaffa do momentu gdy na wsi jej kuzyni napuścili go na ZABIJANIE, pies zgłupiał, a do tej chwili dzieci koleżanki robiły co chciały z psem

  2. mam spaniela… dzikus… pies faktycznie pracujący, szczególnie nogami. Biega jak oszalały. Totalne ADHD. Trudny do ułożenia, bo jego naturą jest ganianie, płoszenie, łapanie i tyle… więcej ten typ nie przewiduje…. podejrzewam, że zagonił by się na śmierć… a do tego uparty. Co ja się namęczyłam. Aby coś wyegzekwować potrzebne są tony cierpliwości. Nic na siłę, bo każda akcja z naszej strony kończyła się ostrym sprzeciwem psa…. natomiast spokojem i cierpliwością… zdziałałam wiele… tylko ile to roboty… był okres, że mój własny pies śnił mi się jako koszmar senny…. miałam opory przed powrotem do domu bo tam czekał na mnie demon szybkości i demolki. Ale… nie ze mną te numery… po 1.5 roku jest w miarę ułożony i w miarę karny…. odpały mu się zdarzają (np. rzut na samochód), dlatego muszę mieć oczy wokoło głowy. Psa trzeba zrozumieć, szczególnie psią naturę i nie mierzyć ich ludzką miarą.

  3. Duzo slusznych spostrzezen w tym poscie. Przez pryzmat wlasnych doswiadczen z roznymi rasami (wylacznie duze, ze wzgledu na dogtrekking) i obserwacje srodowiska, w ktorym sie obracam, moge tylko potwierdzic, ze w PL nie ma swiadomosci, jakiego psa sie kupuje. Kupuje sie oczami – szczeniak sie podoba dziecku, fajnie wygladal w TV, jakas „celezryta” sie pokaze w szmatlawcu i juz jest cacy. A potem pies dorasta, nie ma mozliwosci wyladowania swojej energii, niszczy przedmioty domowe i przy dobrych ukladach laduje w wybetonowanym kojcu lub po prostu trafia na ulice.
    Polska to niestety dzicz. Coraz wiecej ludzi ma psy i coraz wiecej nie potrafi sobie z nimi poradzic. To nie psy trzeba szkolic, tylko tych matolow, ktorzy je bezmyslnie kupuja.

    PS.
    Moj labrador to urodzona niania ;-). Wychowal malolaty wszystkich moich sasiadow! W tylku ma dynamit i mlyn z dzieciakami to jego zywiol. A! Wszystkie moje psy (wyzel, ON, husky i labrador) urodzily sie wyszkolone do spania w foteliku na podusi ;-). Ja ich tego nie uczylem…

  4. Odpowiedzialnośc widać już orzy wyborze np. hodowli z której bierzemy pieska. Miałam szczęście znaleźć takich ludzi. Hodowali West Highlandy, i nie było tak, proszę przyjechać, wziąść pieska i pa!
    Nie zastrzegli sobie czas na rozmowę, lepsze poznanie naszej rodziny. Wytłumaczyli jak wygląda hodowla. Pokazali pieski, ogród, dom i było widać że wszystko było pod psy. Suczki były pełne energii, miały zdrowe futerko i zęby.
    Później był jeszcze kontrakt w którym był zastrzeżone, ze piesek – nie może być trzymany w kojcu, odsprzedany na testy, oddany do schroniska. Hodowcy mogą od czasu do czasu skontrolować sytuację w ramach odwiedzin, zawsze można też do nich dzwonić po radę, a w razie jakiś przypadków losowych pieska można zwrócić do nich, ale nie można odsprzedać.
    Po takim wstępie, człowiek czuje się bardziej zobowiązany, i lepiej rozumie, że ma pod opieką żywe stworzenie, a nie uroczo wyglądającą maskotkę.

  5. Super wpis, brakuje tylko wzmianki o maltańczykach – te słodziaki bywają hałaśliwe i naprawdę uparte :) A ja mam kundelka ze schroniska :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *